Cała Polska Rowerowa.pl - portal kolarski i rowerowy

Wyścig Pokoju - wychowawca wielu pokoleń świetnych kolarzy

Wyścig Pokoju - wychowawca wielu pokoleń świetnych kolarzy

Tłumy kibiców, wyprzedany nakład „Trybuny Ludu”, w końcu kolorowy peleton naszpikowany gwiazdami. Przez 60 lat ten wyścig nakręcał polskie kolarstwo. Niczym perpetuum mobile.
Tekst przeczytasz w ok. 2 minuty, 53 sekund
Wyścig Pokoju - wychowawca wielu pokoleń świetnych kolarzy
Foto: Bundesarchiv, Bild 183-30619-0005 / CC-BY-SA 3.0 / CC BY-SA 3.0 DE (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/de/deed.en)
Udostępnij artykuł

Można śmiało założyć, że nie byłoby sukcesów Stanisława Królaka, Ryszarda Szurkowskiego, Stanisława Szozdy, Tadeusza Mytnika czy Leszka Piaseckiego, gdyby nie Wyścig Pokoju. To największa, kolarska impreza w historii Europy Środkowo-Wschodniej.

Historia Wyścigu Pokoju sięga 1945 roku, kiedy to 20 żołnierzy z 30. Pułku Artylerii Przeciwpancernej - z okazji zakończenia II wojny światowej - zorganizowało wyścig na dystansie 25 kilometrów. Trzy lata później doszło do pierwszej prawdziwej edycji, w której rywalizowali już sportowcy. Nie żołnierze.

Wyścig Pokoju (znany również w innych językach jako: Zavod Miru, Friedensfahrt czy Course de la Paix) błyskawicznie zyskał renomę największego wyścigu kolarskiego w tej części Europy. Majowe ściganie było impulsem dla wielu młodych zawodników do ciężkiego treningu. Któż nie chciał stanąć na podium jednego z etapów, wjechać na stadion wypełniony przez 100 tysięcy kibiców?

Stadiony… Jedną z cech charakterystycznych Wyścigu Pokoju były finisze właśnie na stadionach. W 1957 roku ostatni etap kończył się na Stadionie Dziesięciolecia. Na trybunach pojawiło się 105 (!) tysięcy kibiców, a kolejnych kilkadziesiąt nie miało szczęścia i ustawiło się przy trasie dojazdowej do obiektu. - Ludzie kochali takie finisze, bo najczęściej na nich była walka o zwycięstwo. Widać było jak przez kilkaset metrów walczymy szprycha w szprychę - przyznał Tadeusz Mytnik.

Setki tysięcy na stadionach, a miliony przed radioodbiornikami i przed kioskami w kolejkach po „Trybunę Ludu”, w której można było znaleźć wszystkie wyniki i przeczytać płomienną relację z trasy.

W peletonie jechali nie tylko najlepsi kolarze z krajów bloku komunistycznego (Polski, ZSRR, NRD czy Czechosłowacji). - Jechali również zawodnicy z Belgii, Holandii, Włoch czy Francji, których potem widzieliśmy np. podczas mistrzostw świata amatorów. Szacuję, że w Wyścigu Pokoju pojawiało się tak ok. 85-90 proc. najlepszych z najlepszych kolarzy-amatorów - przyznał w jednym z wywiadów Ryszard Szurkowski.

Sukcesy polskich zawodników (zwłaszcza Szurkowskiego, który aż 4 razy wygrał klasyfikację generalną) przyciągały do klubów - jak magnes - dzieci i młodzież. - Każdy chciał wsiąść na rower i marzyć o wielkich sukcesach - przyznał Leszek Piasecki, który wygrał ten wyścig w 1985 roku.

To było perpetuum mobile dla polskiego kolarstwa. Wyścig Pokoju rozgrzewał emocje, dawał Polakom chwile radości. Szkoda, że dzisiaj tej roli nie przejął Tour de Pologne. Ale też i czasy są inne. Kolarstwo nie jest już jedynym sposobem spędzania wolnego czasu przez dzieci i młodzież.

Po upadku komunizmu Wyścig Pokoju próbował przetrwać. Nie udało się, mimo że angażował się sam Szurkowski. W 2006 roku kolarze po raz ostatni rywalizowali (wyścig trwa nadal, ale jest już projektem typowo młodzieżowym - przyp;. red.). - W kalendarzu nie ma miejsca na wyścig dwu-, trzytygodniowy. Jest już Tour de France, Vuelta i Giro. Te zawody wypełniają szczelnie miejsce w kolarskim środowisku. A żeby Wyścig Pokoju miał sens, musiałby tyle trwać - zdradził Szurkowski.

Szkoda, bo zapewne większość z nas chciałaby jeszcze raz usłyszeć relację radiową rozpoczynającą się słowami: "Halo, halo , tu ekipa Wyścigu Pokoju”.

A młodzi adepci kolarstwa znów zaczęliby marzyć o podium w Warszawie, Pradze czy Berlinie.

Marek Bobakowski, dziennikarz WP SportoweFakty

Czytaj więcej

© Copyright 2019-2020 Rowerowa.pl. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.

Wykonanie i obsługa portalu weboski.pl