Cała Polska Rowerowa.pl - portal kolarski i rowerowy

Z ziemi włoskiej do polskiej… Historia jednego z najsympatyczniejszych kolarzy świata

Z ziemi włoskiej do polskiej… Historia jednego z najsympatyczniejszych kolarzy świata

Cesare - a dla kibiców znad Wisły po prostu Czarek - Benedetti spełnił właśnie swoje wielkie marzenie: pojechał w biało-czerwonych barwach podczas mistrzostw świata.
Tekst przeczytasz w ok. 2 minuty, 29 sekund
Z ziemi włoskiej do polskiej… Historia jednego z najsympatyczniejszych kolarzy świata
Fot. Marek Bobakowski (WP SportoweFakty)

Udostępnij artykuł

Pamiętam jak dziś moje spotkanie z Cesare Benedettim. Jesień 2019, kawiarnia w okolicach rynku w Gliwicach, dość wczesna pora. Zakładaliśmy kilkudziesięciominutową rozmowę. Skończyło się na ponad dwóch godzinach i pewnie dyskutowalibyśmy dalej, gdyby nie fakt, że „Czarek” miał w planie treningowym tego dnia dość długą wycieczkę rowerową.

A dla niego plan treningowy to rzecz święta. Bo jest punktualny, zorganizowany i bardzo pracowity. Całkowicie nie jak… Włoch. A przecież takie obywatelstwo ma od urodzenia. - Mentalnie jestem jednak Tyrolczykiem, do Włochów mi daleko - powiedział mi w rozmowie, którą opublikowałem w WP SportowychFaktach.

Kiedy poznał 15 lat temu Dorotę Gregorowicz, zakochał się nie tylko w Polce, ale i w Polsce. Poznał historię naszego kraju (uwielbia książki historyczne), trenuje na szosach Górnego Śląska, ale często jeździ też po Beskidach czy Opolszczyźnie, nauczył się naszego języka. Legenda głosi, że mówi po polsku, bo ojciec Doroty powiedział mu, że jak chce się ożenić z jego córką, to nie ma innego wyjścia. - Zarzeka się teraz, że żartował, ale myślę, że coś w tym było - śmieje się Benedetti.

Kilka lat temu ten jeden z najsympatyczniejszych i najbardziej lubianych zawodników w zawodowym peletonie postanowił powalczyć o polskie obywatelstwo. Spędza w naszym kraju bardzo dużo - jak na zawodowego kolarza - czasu, tutaj założył rodzinę, więc kolejnym, naturalnym krokiem był paszport. Nie poszedł jednak drogą innych sportowców czy celebrytów i nie próbował dostać się bezpośrednio do prezydenta Andrzeja Dudy, aby ten nadał mu obywatelstwo „na skróty”.

Benedetti wie, że nie ma nic na skróty. Nauczyło go tego kolarstwo. Dlatego - jak każdy kandydat - zdał w Katowicach wszystkie potrzebne egzaminy i dopiero wtedy w Urzędzie Wojewódzkim złożył dokumenty. Potem czekał, czekał i czekał. W kolejce, na swoją kolej. Nie próbował się przeciskać, rozpychać, krzyczeć, że mu się należy.

Cierpliwość - jak zawsze - została mu wynagrodzona. Wiosną 2021 został Polakiem.

Przypominam sobie wyjątkową scenę z naszego pierwszego spotkania. Benedetti mówił do mnie:

„Czuję się dumny, że ze swoich związków z Polską i mojej polskiej rodziny. Zostawiłem tutaj serce. Gdyby tak kiedyś…”.

Przerwał. Ale nie dlatego, że zabrakło mu słowa (przecież świetnie jak na człowieka urodzonego poza granicami kraju mówi po polsku), że chciał coś ukryć. Uśmiechnął się nagle i szeptem dokończył:

„Gdyby tak kiedyś pojechać w reprezentacji Polski, to byłoby spełnienie moich marzeń”.

Wtedy nie wiedział, że 26 września 2021 roku jego marzenie się ziści. Benedetti wystartował w biało-czerwonej koszulce podczas mistrzostw świata w wyścigu ze startu wspólnego. Zaufał mu nowy selekcjoner - Sylwester Szmyd. Czarek ukończył morderczy, prawie 270-kilometrowy, maraton na 46. miejscu. Dojechał do mety jako jeden z dwóch Polaków - obok Michała Kwiatkowskiego.
Marek Bobakowski, dziennikarz WP SportoweFakty

© Copyright 2019-2022 Rowerowa.pl. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.

Wykonanie i obsługa portalu weboski.pl