Cała Polska Rowerowa.pl - portal kolarski i rowerowy

Ewelina Szybiak: "Mistrzostwa Świata przypominają ostatni dzień szkoły"

Ewelina Szybiak podczas swojej zawodowej kariery kolarskiej ścigała się zarówno w Polsce, jak i za granicą. Na jej koncie widnieje wiele wartościowych wyników (m.in. złoty medal Górskich Mistrzostw Polski do lat 23 w 2011 roku), a sama jest znana z tego, iż na jej twarzy często gościł uśmiech. Jednym z jej ulubionych wyścigów jest włoska etapówka Giro di Toscana, na której dwukrotnie uplasowała się na 3. miejscu w klasyfikacji generalnej (2014 i 2017). Brała również udział w najważniejszych imprezach międzynarodowych na całym świecie.
Tekst przeczytasz w ok. 5 minut, 30 sekund
Ewelina Szybiak:
Rowerowa.pl: W której drużynie podczas całej swojej kariery sportowej czuła się Pani najlepiej i dlaczego?

Ewelina Szybiak: Ciężko powiedzieć, w każdej drużynie było inaczej, różne osoby, różne charaktery. Jak zaczynałam w PTC Przemyśl to byłam tylko ja i dwie dziewczyny, później w CWKS Resovia też były dwie zawodniczki, ale o dużo młodsze ode mnie. Później zostałam tylko ja wraz z chłopakami, do dziś pamiętam jak musiałam z nimi „tyrać” na zagięciu, że jak sobie pomyślę to już mnie nogi bolą. Pierwszy rok spędzony w Aromitalia Vaiano nie był zły ze względu, iż nie znałam języka i może dużo rzeczy nie rozumiałam, drugi rok już taki sobie. Ogólnie team będę wspominać dobrze ze względu na poznane osoby z różnych stron świata, ich kultury, obyczaje i specjały kuchenne. LKS Atom Dzierżoniów - fajna atmosfera, wszystko na luzie, dobra współpraca z trenerem Mariuszem Mazurem. W Mat Atom Developer też nie było źle.

Który z osiągniętych wyników ocenia Pani najlepiej? Bardzo dobrze spisywała się Pani zwłaszcza podczas włoskiego Giro di Toscana (dwukrotnie 3. miejsce w klasyfikacji generalnej). Czy to Pani ulubiona impreza kolarska?

Teraz doceniam wszystkie swoje wyniki, bo wiem, że czasu nie można cofnąć. Raz bywało dobrze, raz nie, niekiedy dyspozycja przed startem była dobra, a na wyścigu nogi nie kręciły i trzeba było walczyć o przetrwanie. Natomiast gdy przed startem czułam, że bolą mnie nogi i samopoczucie nie jest najlepsze, podczas wyścigu wszystko mijało i noga się kręciła. Tak, Giro di Toscana to fajny wyścig, krótki bo 3-dniowy, ale intensywny. Praktycznie cały wyścig rozgrywa się na ostatnim etapie, a właściwie na 4-5 kilometrowym podjeździe pod Valgiano (Matraia), gdzie zawsze idzie selekcja. Należał on do grupy moich ulubionych wyścigów, ale podobały mi się również Gracia Orlova, Krasna Lipa, Giro del Trentino Alto Adige czy GP de Plouay.



Jaki jest Pani ulubiony teren do ścigania? Na Pani koncie można znaleźć przecież dobre wyniki w terenie pagórkowatym, górzystym, ale też w jeździe indywidualnej na czas.

Lubię teren pagórkowaty z dłuższymi podjazdami, im więcej było dłuższych podjazdów to byłam spokojniejsza. Tak, jazda indywidualna na czas należała do moich ulubionych, tutaj walczysz z samym sobą, nikt ci nie pomoże, nikt cię nie podciągnie na kole. Podobała mi się, ale tylko w terenie pofałdowanym lub pod górę, na płaskim nic nie jechałam, wydawało mi się że stoję w miejscu, nogi nic nie kręcą, a wiatr mi nie sprzyja.

Jak może Pani porównać ściganie we włoskiej grupie kolarskiej z polską ekipą? Jakie są największe różnice?

Aromitalia to mały team, nie miał dużego budżetu. W porównaniu polskimi ekipami był na tym samym poziome organizacyjnym. Jeśli chodzi o ściganie to tempo na wyścigach wysokie, dystanse długie, dużo ekip na starcie. Wyścigi bardzo ciekawe, zawsze coś się działo, a u nas jak to niejednokrotnie bywało poszedł odjazd i kto miał gonić, jak w innych teamach były po 2-3 zawodniczki. Niekiedy bardziej zmęczonym było się na treningach, niż na wyścigach.



Podczas wieloletniej kariery kolarskiej ścigała się Pani z wieloma zawodniczkami. Która z nich to największy autorytet?

Może nie autorytet, ale podpatrywałam i zawsze mnie zastanawiało jak taka Emma Pooley czy Mara Abbott, a więc niskie i szczupłe dziewczyny, jechały tak, że utrzymanie na ich kole graniczyło z cudem. I oczywiście Marianne Vos, która do tej pory jest fenomenem i podziwiam ją, że nadal jest na dobrym poziomie, mimo swoich różnych problemów zdrowotnych.

Na krajowym podwórku zanotowała Pani dobre wyniki m.in. w Górskich Mistrzostwach Polskich czy też młodzieżowych MP. Nie udało się jednak zdobyć złotego medalu w szosowym wyścigu elity. Jest Pani w pełni usatysfakcjonowana ze swoich osiągnięć na trasach MP?

Mistrzostwa Polski były dla mnie, a dla innych zawodniczek nadal są, wielkim wydarzeniem sportowym. Dają możliwość sprawdzenia się, skonfrontowania swoich sił na tle innych zawodniczek. Starałam się do nich przygotować jak najlepiej, z jednej strony szkoda, że ​​nigdy nie udało mi się wywalczyć medalu w elicie kobiet, ale to także należy do części kolarstwa. Jestem zdecydowanie zadowolona, ponieważ zawsze dawałam z siebie wszystko. Niestety w wyścigach potrzeba niekiedy trochę szczęścia, trzeba się znaleźć w odpowiednim miejscu we właściwym czasie, wiele razy przegapiłam ten moment i to miejsce.



Brała Pani udział w mistrzostwach Świata, jak i mistrzostwach Europy. Jakie to uczucie stanąć na starcie tak ważnych wyścigów w polskich barwach?

Myślę, że będą to wspomnienia, których nigdy nie zapomnę. Znalezienie się w kadrze z ograniczoną liczbą miejsc na mistrzostwa Europy i Świata było dla mnie bardzo dużym wyróżnieniem. Reprezentowanie barw swojego kraju na tak ważnych imprezach budziło wiele emocji. Wiele osób dałoby wszystko, aby tam być, ja natomiast cieszę się, że mogłam tego doświadczyć. Mistrzostwa Świata każdemu zawodnikowi przypominają trochę ostatni dzień szkoły, ostatni dzień, który chcesz spędzić jak najlepiej. Poziom jest bardzo wysoki, znajdziesz wszystkie najsilniejsze zawodniczki z całego świata, a następnie rozglądasz się i zdajesz sobie sprawę, że też tam jesteś. Dzień wcześniej jest na pewno trochę stresu, także przed startem ma się wrażenie, że serce bije głośniej, a następnie po kilku kilometrach przełamujesz lody i wszystko wraca do normy. Czas płynie, dni mijają szybko, a w pamięci pozostają wspomnienia publiczności, która cię dopinguje.



Jakie są Pani typy na tegoroczne mistrzostwa Świata wśród kobiet i mężczyzn (jeśli w ogóle dojdą do skutku)?

Wiem, że mistrzostwa miałyby się odbyć w Szwajcarii, ale ostatnimi czasy nie śledziłam za bardzo wyścigów, więc ciężko mi wytypować zwycięzców. Tak sobie myślę, że w tym roku sport zejdzie na drugi plan i przez COVID-19 nie wystartuje żaden wyścig, mimo wszystkich zapowiedzi, kalendarza itd.

Rozmawiał Mateusz Gruszeczka
Mateusz Gruszeczka - Rowerowa.pl

© Copyright 2019-2020 Rowerowa.pl. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.

Wykonanie i obsługa portalu weboski.pl