Cała Polska Rowerowa.pl - portal kolarski i rowerowy

Największe sukcesy w historii polskiego kolarstwa #5: Marczyński szturmuje Vuelte

Jeśli mielibyśmy wymienić jednego z najbardziej charakterystycznych kolarzy światowego peletonu i polskiego podwórka to bez wahania wskazalibyśmy na Tomasza Marczyńskiego. Mimo swojego unikalnego stylu bycia „Maniek” potrafi notować świetne wyniki.

Tekst przeczytasz w ok. 2 minuty, 46 sekund
Największe sukcesy w historii polskiego kolarstwa #5: Marczyński szturmuje Vuelte

Opowieść należy zacząć od tego, że kariera Marczyńskiego nie jest usłana różami. W młodym wieku postanowił wyemigrować do Włoch, aby tam uczyć się kolarskiego rzemiosła. Spektakularnych wyników nie osiągał, ale rozwijał się planowo, co pozwoliło mu w 2007 roku sięgnąć po trykot mistrza Polski w wyścigu ze startu wspólnego. Rok później odniósł pierwsze zawodowe zwycięstwo – był najlepszy na etapie Vuelta Asturias. W 2010 roku wrócił do Polski do CCC Polsat Polkowice. Dwa lata w CCC przyniosły mu wiele dobrych rezultatów oraz kolejną koszulkę mistrza Polski, a co najważniejsze kontrakt w ekipie WorldTour – Vacansoleil-DCM.

W barwach nowej ekipy wystartował w Giro d’Italia, gdzie jechał aktywnie, ale musiał się wycofać z imprezy z powodu kraksy. Następnie stanął na starcie Vuelta a Espana, gdzie wówczas osiągnął najlepszy Polski wynik w historii tego wyścigu – zajął 13. miejsce w klasyfikacji generalnej. Pozycja Marczyńskiego rosła, w przyszłym roku miał wystartować w Tour de France.

Coś musiało nie wyjść. Po pierwsze kontuzje męczyły Marczyńskiego przez cały sezon i uniemożliwiły mu start w Tour de France. Nie osiągnął żadnego wyniku, a do tego Vacansoleil – DCM przestało istnieć. „Maniek” został na lodzie i po raz drugi został zawodnikiem CCC. Rok w barwach „pomarańczowych” był nieudany, więc Marczyński zdecydował się na ryzykowny ruch – przeniósł się do kontynentalnego Torku Sekerspor. Finalnie opcja turecka okazała się strzałem w dziesiątkę. „Maniek” znów zaczął wygrywać i wywalczył kolejny kontrakt w WorldTourze, tym razem w Lotto Soudal.

Marczyński spokojnie wchodził w sezon i szykował się na Tour de France. Niestety znów plany pokrzyżowała mu kontuzja, która wykluczyła go ze ścigania w drugiej części sezonu. Na szczęście jego kontrakt był dwuletni. Rok 2017 rozpoczął solidnie, pomagał kolegom. Na Giro był częścią pociągu Andre Greipela, a następnie dobre wypadł w Ardenach. Solidnie zaprezentował się w Tour de Pologne, dzięki czemu na Vuelta a Espana mógł liczyć na wolną rękę.

Marczyński swoją szansę wykorzystał w stu procentach. Już na piątym szóstym zabrał się w odjazd. Trasa wiodła z Vila-Real do Sagunt i liczyła niespełna 205 kilometrów. Marczyńskiemu w ucieczce towarzyszył inny Polak – Paweł Poljański. Maniek rozegrał ten etap koncertowo. Na finiszu okazał się od Enrica Masa i właśnie Poljańskiego.

„Maniuto” nie chciał spocząć na laurach, w kolejny odjazd zabrał się na 12 etapie z Motril do Antequera Los Dólmenes. Znów towarzyszył mu Paweł Poljański, jednak tym razem kolarz z Rumii ukończył rywalizację na czwartej pozycji. Marczyński inaczej podszedł do sprawy i wygrał etap na solo pozostawiając w tyle hiszpańskiego wyjadacza Omara Fraile.

Świetnymi wynikami zapracował na nowy 3-letni kontrakt oraz start w Tour de France. Marczyński jako rozrywkowy człowiek stał się dobrych duchem zespołu, który tworzy świetną atmosferę. Mimo 36 lat na pewno nie powiedział ostatniego słowa. Ten rok zaczął dobrze zajmując 6. miejsce w Pollença – Andratx, ale niestety sezon został zawieszony.

Jego kontrakt wygasa z końcem 2020 roku, więc jeśli chce pozostać na poziomie WorldTour, to powinien nawiązać do wyników z Vuelty 2017.

Tomasz Bojanowski - Rowerowa.pl

© Copyright 2019-2020 Rowerowa.pl. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.

Wykonanie i obsługa portalu weboski.pl