Cała Polska Rowerowa.pl - portal kolarski i rowerowy

Marek Bobakowski: Tor w Pruszkowie jak gorący kartofel

Marek Bobakowski: Tor w Pruszkowie jak gorący kartofel

Z jednej strony 17 medali Młodzieżowych Mistrzostw Europy w kolarstwie torowym. Z drugiej komornik, który wchodzi na welodrom w Pruszkowie podczas zawodów i rekwiruje sprzęt na oczach sportowców. Ten węzeł gordyjski można rozwiązać tylko na najwyższym szczeblu.
Tekst przeczytasz w ok. 2 minuty, 42 sekund
Marek Bobakowski: Tor w Pruszkowie jak gorący kartofel
Foto: arenapruszkow.pl
Udostępnij artykuł
- Prawie 11 milionów złotych, tyle wynosi dług Polskiego Związku Kolarskiego wobec Mostostalu Puławy na dzień 15 października 2020 roku - powiedział mi w ostatni czwartek pełnomocnik firmy, która wybudowała tor w Pruszkowie, mecenas Jarosław Makarewicz.

13 lat temu - w 2007 roku - niezapłacona faktura za dodatkowe prace przy budowie toru w Pruszkowie wynosiła zaledwie połowę tej kwoty, ok. 5,3 mln. Jak widać, odsetki rosną z dnia na dzień, z godziny na godzinę. Jedno jest pewne: skoro Polski Związek Kolarski nie poradził sobie z zapłatą tego długu przez 13 lat, to nie poradzi sobie ani dzisiaj, ani jutro, ani śmiem twierdzić, że za 20 lat. Nie ma takiej możliwości.

I nie czas, ani miejsce, aby teraz szukać winnych. Tych jest wielu, niektórzy znani są z imienia i nazwiska, inni nie. Generalnie całe środowisko kolarskie powinno uderzyć się pierś i przyznać, że zawaliło na całej linii. - Zgadzam się z tym i dlatego kilka miesięcy temu przeprosiłem za tę sytuację minister sportu - powiedział mi obecny prezes PZKol, Krzysztof Golwiej.

Ktoś powie: „A po co nam tor? Zlicytować go, sprzedać, zburzyć, zaorać”. Pewnie byłoby najłatwiej (choć nie widzę kolejki kupców ustawiających się w kolejce do licytacji komorniczej), ale… Akurat kilka dni temu nasza torowa przyszłość wróciła z Młodzieżowych Mistrzostw Europy z workiem 17 medali. W klasyfikacji medalowej Polska zajęła bardzo wysokie, piąte miejsce. Jak do tego dodamy medale naszych seniorów w mistrzostwach świata (Daria Pikulik, Mateusz Rudyk, Szymon Sajnok, Adrian Tekliński) oraz fakt, że wspomniani: Pikulik czy Rudyk to nasze nadzieje na medale olimpijskie, to głupotą byłoby burzyć/sprzedawać/zamykać (niepotrzebne skreślić) miejsce, w którym wychowujemy tych zawodników.

Tor w Pruszkowie jest jedynym takim obiektem w Polsce. Jak go stracimy, to kolarstwo torowe nagle znajdzie się w latach 90. ubiegłego wieku. Zawodnicy będą musieli szukać za granicą możliwości treningu. I o ile ci najlepsi z najlepszych sobie poradzą dzięki pieniądzom z ministerstwa sportu, to co zrobią ci najmłodsi? Którzy dopiero zaczynają przygodę z torem, którzy nie mogą liczyć na finansowanie wyjazdów na tory zagraniczne? To tak jakby zamknąć Orliki w Polsce, a szkółkom piłkarskim zaproponować treningi w Czechach, Niemczech, albo na łąkach za miastem.

To teraz najważniejsze. Co zrobić, aby tor nie przepadł? No i tutaj dochodzimy do ściany. Ściany, którą może zburzyć jedynie decyzja najważniejszych osób w państwie. - Jeżeli nie pomoże nam premier Mateusz Morawiecki, albo obecny minister odpowiedzialny za sport, Piotr Gliński, to nie ma szans na wyjście z kryzysu. I nie mówię tego z pretensją, z oczekiwaniem, że ktoś musi za nas załatwić problem. Po prostu apeluję o pomoc dla polskiego kolarstwa - usłyszałem od Golwieja.

Rzeczywiście. Nie można już dalej przerzucać tego gorącego kartofla. Czas, aby złapali go politycy i głęboko zakopali pod ziemię. Tak głęboko, aby go już nikt i nigdy nie wykopał. Pocieszające jest to, że Golwiej odebrał telefon z kancelarii Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu. To pierwszy krok.
Marek Bobakowski, dziennikarz WP SportoweFakty

© Copyright 2019-2020 Rowerowa.pl. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.

Wykonanie i obsługa portalu weboski.pl