Cała Polska Rowerowa.pl - portal kolarski i rowerowy

Monika Brzeźna: Dobrych rzeczy nigdy dość

Monika Brzeźna: Dobrych rzeczy nigdy dość

Monika Brzeźna w znakomitym stylu powróciła po przerwie spowodowanej koronawirusem do ścigania na szosie. Polka nie miała sobie równych u naszych południowych sąsiadów podczas rywalizacji ze startu wspólnego w ramach Techniserv Cup. Zapraszamy do wywiadu z ambitną i utytułowaną kolarką, jeżdżącą aktualnie w teamie MAT ATOM Deweloper Wrocław, siostrą i podopieczną Pauliny Brzeźnej-Bentkowskiej, która trenażer starała się omijać szerokim łukiem.

Tekst przeczytasz w ok. 7 minut, 20 sekund
Monika Brzeźna: Dobrych rzeczy nigdy dość

Udostępnij artykuł

Maciej Mikołajczyk, Rowerowa.pl: Gratuluję zwycięstwa w Czechach. Spodziewałaś się wygranej przed startem?

Monika Brzeźna: Stając na starcie, nigdy nie wiadomo co się wydarzy. Można zakładać, że się wygra, ale na zwycięstwo składa się wiele czynników. Wśród nich jest nie tylko dobra dyspozycja, ale w dużej mierze także szczęście. Czy się spodziewałam? Tak. Po to trenuję i startuję, żeby wygrywać. Czasami jest to moje indywidualne zwycięstwo, ale czasami kogoś z naszej ekipy, bo jak wiadomo, kolarstwo jest sportem drużynowym i czasami „tylko” pomagając, też się zwycięża, nie wygrywając osobiście. Poza tym widziałam spore szanse na triumf, między innymi dlatego, że dzień wcześniej na kryterium czułam się bardzo dobrze, poza tym meta była usytuowana na szczycie kilkusetmetrowego podjazdu, co dawało mi większe szanse na finiszu.

Jak oceniasz trasę przygotowaną przez organizatorów i przebieg rywalizacji?

Jeśli chodzi o trasę, to była ciekawa poprzez ten finiszowy podjazd i to, że runda była krótka, bo liczyła około dziesięciu kilometrów, przez co wyścig był bardziej dynamiczny. Trzeba dodać, że nie sama trasa czyni wyścig, ale przede wszystkim tempo. Startowały zawodniczki kilku czeskich klubów, Polki, Węgierki i Austriaczki, przez co było ciekawie i cały czas było mocne tempo, mimo paskudnych warunków atmosferycznych, czyli prawie całego wyścigu w deszczu. Taktykę zazwyczaj obieram i dostosowuję na bieżąco, patrząc jak wygląda wyścig. W tym było dużo ataków, więc na nie reagowałam i sama atakowałam, aż uformował się odjazd, który dojechał do mety.

Co robiła Monika Brzeźna, by w okresie restrykcji związanych z pandemią koronawirusa podtrzymać dobrą kondycję?Dużo czasu spędzałaś na trenażerze?

Po prostu robiłam to samo, co między grudniem, a kwietniem. Trenowałam bez ścigania. Trenażer omijałam szerokim łukiem, kiedy tylko mogłam, a o jedzenie zadbał dietetyk, z którym współpracuje nasz klub.

Jak te ostatnie miesiące minęły tak aktywnej sportsmence jak Ty?

Jak już wspomniałam, przedłużyłam okres przygotowawczy. Mieszkam na wsi, w domu z ogrodem, więc nie byłam zamknięta i ograniczona.

Czy uważasz, że wprowadzenie jakiś restrykcji związanych z epidemią podczas sportowej rywalizacji ma jakiś sens? Czy na wyścigu kolarskim jest to w ogóle możliwe?

Osobiście uważam, że większym prawdopodobieństwem jest, że ktoś poważnie ucierpi w kraksie, niż zarazi się wirusem. Prawdopodobieństwo zakażenia się podczas jazdy w peletonie raczej też nie jest duże, ale wszystko jest możliwe i jakiś tam zdrowy rozsądek nie zaszkodzi, jednak nie ma co wariować w tym temacie.

Jesteś obecnie po tej przerwie bardzo spragniona rywalizacji? Jak radziłaś sobie z utrzymaniem motywacji i przygotowaniem mentalnym?

Głód ścigania jest taki sam, jak na początku każdego sezonu. Jest też ciekawość, jak na moją formę wpłynął okres przygotowawczy i gdzie jest konkurencja. Z motywacją nie było problemu. Robiłam to, co Paulina rozpisała mi w planie. Dzień za dniem, tydzień za tygodniem.

Z czasów teraźniejszych cofnijmy się na chwilę do przeszłości. Czy w związku z twoimi głębokimi tradycjami kolarskimi w rodzinie byłaś od samego początku skazana na dwa kółka? Czy mogłaś wybrać inny sport?

Wybór jest zawsze. Nikt mnie nie zmuszał, sama chciałam zacząć przygodę z rowerem, a jak już się zdecydowałam, to rodzina mnie wspierała, a tato był moim trenerem.

W 2019 roku zastąpiłaś kontuzjowaną Agnieszkę Skalniak w kadrze podczas mistrzostw globu w Yorkshire. Jakie to uczucie powrócić po długiej przerwie na światowy czempionat?

Już w niejednym wywiadzie wspominałam, że reprezentowanie kraju na jakiejkolwiek imprezie mistrzowskiej to pewien zaszczyt, więc było to uczucie pozytywne. Jako, że nastąpiło to dla mnie trochę z marszu, to jest mi szkoda, że nie mogłam się lepiej przygotować. Nikt nie wiedział jednak, że Agnieszka dozna kontuzji, więc nie mogę mieć do nikogo żalu.

Wspomnianą imprezę w Yorkshire całkowicie zdominowały Holenderki, które mają w czym wybierać. Marianne Vos, Annemiek van Vleuten i ich rodaczki w ostatnim czasie rządzą i dzielą w kolarstwie kobiet. Co jest powodem tylu sukcesów tej nacji?

W dużej mierze mentalność Holendrów i ich fascynacja kolarstwem. Gdyby w Polsce, powiedzmy na 100 000 mieszkańców/dzieci przypadało tylu kolarzy, co w Niderlandach, to zostałoby odkrytych znacznie więcej talentów, niż w obecnej sytuacji.

Mam wrażenie, że jesteś dość wszechstronną zawodniczką. Medale zdobywasz m.in. na Górskich Mistrzostwach Polski. Czy próbowałaś swoich sił jeszcze w innych odmianach kolarstwa? Ciągnie Cię jeszcze do MTB?

W młodszych kategoriach głównie ścigałam się na MTB i tam zdobywałam medale na mistrzostwach Polski. W juniorce trochę startowałam w maratonach MTB. Zimą bywa, że jeżdżę w terenie, więc takiej jazdy mi nie brakuje. Poza tym, w zeszłym roku pojeździłam trochę na torze, ale tak treningowo i wychodzę z założenia, że starych drzew się nie przesadza. Sądzę, że jest dla mnie za późno, żeby uczyć się ścigania na welodromie.

Jeśli dobrze liczę, to wywalczyłaś już ponad 30 medali mistrzostw Polski. To niesamowity wyczyn. Czy nie znudziła Cię taka dominacja na krajowym podwórku? Uważasz, iż poziom kolarskiej rywalizacji w Polsce znacząco się podniósł w porównaniu z poprzednimi latami?

Dominacją byłoby zdobycie iluś tam mistrzostw z rzędu. Poza tym, wygrywanie nigdy nie nudzi. Prędzej można się znudzić, nie walcząc na wyścigach. Dobrych rzeczy nigdy dość. Jeśli chodzi o poziom, to mocno się podniósł. Widać to po średnich prędkościach i ogólnie po sposobie rozgrywania wyścigów. Nie jest tak, że wygrywa ciągle ta sama zawodniczka. Poziom jest wyższy, ale też bardziej wyrównany. Poza tym widać różnicę, jak polskie kolarki walczą na zagranicznych wyścigach, co kiedyś zdarzało się rzadziej, a zaznaczę, że świat także idzie do przodu.

Masz dwa brązowe krążki z akademickich mistrzostw świata. Jak wspominasz tę imprezę na Filipinach?

Każdy dobry wynik sobie cenię, bo do każdego wkładam dużo wysiłku i każdy wynika z mojej ciężkiej pracy. Ogólnie wyścigi i całą imprezę wspominam pozytywnie. To takie połączenie życia kolarskiego i studenckiego. Dużo wysiłku, ale też sporo śmiechu i dobre towarzystwo.

Studiowałaś na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu. Jak udawało Ci się godzić naukę z treningami? Jak ważne są dla Ciebie sprawy środowiska, natury, klimatu?

Czasami było ciężko, szczególnie podczas sesji, ale z dobrą organizacją i pomocą kolegów i koleżanek z roku się udało. Studiowałam kierunek techniczny, inżynierię, jednak natura i środowisko powinny być ważne dla każdego, bo w nich żyjemy i jesteśmy jego częścią, więc dbając o środowisko, dbamy po części o siebie. Jak mówi pewne powiedzenie, może nie dosłownie, ale nie powinno się zanieczyszczać swojego gniazda.

Masz 28 lat. Gdybyś miała porównać siebie do Moniki Brzeźnej sprzed dziesięciu lat, to jak się zmieniłaś? Myślisz czasami o tym, co będziesz robiła po zakończeniu kariery?

O to, co po mojej karierze, będę się martwiła, gdy będę kończyć z kolarstwem. Na tę chwilę nie wiem. Mam wyuczony zawód, może zostanę w sporcie. Jak się zmieniłam? Postarzałam się, dokuczają mi korzonki, a oprócz tego nabrałam trochę doświadczenia. Przede wszystkim mniej boję się ryzykować i częściej atakuję, a nie czekam na ruch konkurencji.

Wiem, że korzystasz z akupunktury. Wierzysz w moc igiełek?

W dzisiejszych czasach wielu fizjoterapeutów stosuje igłowanie. Jego działanie jest naukowo udowodnione, więc czemu miałabym nie wierzyć, jeśli czuję, że to mi pomaga.

Jakie są twoje cele na resztę tego dziwnego sezonu 2020? Czy masz w głowie jakieś obawy przed ewentualnym zakażeniem?

Obaw nie mam żadnych. Praktycznie cały czas będą jakieś wyścigi, więc z jednego na drugi powinnam się rozkręcać. Przede mną dużo cennych startów. Do każdego podchodzę poważnie, ale z formą będę celować na mistrzostwa Polski i kilka innych istotnych dla drużyny występów, przede wszystkim zagranicznych.

Czego życzyć na koniec naszego wywiadu Monice Brzeźnej?

Zdrowia i wszystkiego dobrego.

Maciej Mikołajczyk - Rowerowa.pl

© Copyright 2019-2022 Rowerowa.pl. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.

Wykonanie i obsługa portalu weboski.pl