Cała Polska Rowerowa.pl - portal kolarski i rowerowy

Tomasz Marczyński: Sami zaproponowaliśmy obniżenie kontraktów

Rowerowa.pl: Przebywa pan w Hiszpanii, mocno doświadczonej przez epidemię koronawirusa. Jak długo jest pan bez typowo kolarskiego treningu, kiedy ostatni raz pan jeździł na rowerze?

Tomasz Marczyński: Ostatni raz siedziałem na rowerze w poniedziałek, ale na trenażerze, a trenowałem na zewnątrz 25 dni temu. Jest kwarantanna, nie można opuszczać swojego miejsca zamieszkania poza zakupami żywności i leków. Siedzę zamknięty w domu i nie pozostaje mi nic innego, jeśli chodzi o treningi jak ćwiczyć w domu.

Tekst przeczytasz w ok. 6 minut, 27 sekund
Tomasz Marczyński: Sami zaproponowaliśmy obniżenie kontraktów

Jak sobie można poradzić bez specjalistycznego treningu?

Mam to szczęście, że wyjechałem z Grenady na wieś, gdzie mam działkę, sporo przestrzeni. Mogę popracować w swoim ogródku, wyjść przed dom, a więc lepiej niż mieszkać w mieście w bloku. 80 procent ćwiczeń to jest trenażer, trochę ćwiczeń stabilizujących, siłowych i ogólnorozwojowych. To jest tyle. Moje treningi nie przekraczają 1,5 – 2 godzin. Staram się coś robić cztery, pięć dni w tygodniu.

To krócej niż normalnie, bo jeździ pan 5 – 6 godzin dziennie.

Tak, to trzy razy krócej. Niektórzy jeżdżą np. cztery-pięć godzin, ale ja preferuję krótsze i bardziej treściwe treningi, o większej intensywności. Nie ma sensu teraz więcej jeździć, ponieważ sezon nie ruszy wcześniej niż w lipcu. Mamy dużo czasu i jest to wystarczająca forma aktywności.

Posiadanie działki to trochę zrządzenie losu, że ma pan gdzie wyjechać. Ma pan odskocznię, by wyjechać z miasta i przebywać w lepszych warunkach.

Tak jak mówię, mam więcej przestrzeni, przebywanie tutaj jest luźniejsze niż bycie zamkniętym w kilkudziesięciometrowym mieszkaniu. Można popracować, zrobić więcej rzeczy, jest więcej opcji.

Wrzucał pan na Twittera zdjęcie, jak pan pracuje.

Mam gaj pomarańczowy, a będę chciał zasadzić trochę drzew awokado. Przygotowuję teren po to, że jak się skończy epidemia będę chciał kupić drzewka.

Jak w ogóle Hiszpanie stosują się do przepisów? Początkowo chyba lekceważono tę epidemię.

Odkąd wprowadzono stan kwarantanny, większość się do tego stosuje. Wcześniej być może problem był bardziej lekceważony, ale nie było zdecydowanego zakazu wychodzenia. Jestem w małej miejscowości, oddalonej od miasta, bardzo rzadko można zobaczyć ludzi. Myślę, że teraz Hiszpanie dosyć poważnie podchodzą do problemu, starają się ograniczyć kontakt. Nie jest aż tak źle, jak wyglądają liczby zachorowań i zgonów.

Jest ponad 140 tys. zachorowań, ponad 14 tys. zgonów (rozmowa z dn.8.04.2020 - przyp. red.). Jest trudna sytuacja, o wiele gorsza niż w Polsce. Nie myślał pan, by wrócić do kraju, do swojej Małej Wsi koło Krakowa.

Na początku nie wiedziałem, jak długo będzie to wszystko trwało, początkowo zarządzono ograniczenia na 15 dni, później przedłużono je o kolejne i kolejne. Taki jest stan do 26 kwietnia. Nie wiedziałem, jaka będzie sytuacja w Polsce. Gdybym wiedział, że można tak naprawdę pojechać samotnie na rower, to pewnie bym się zdecydował na powrót. W porównaniu z życiem w Hiszpanii w Polsce jest większa swoboda. Teraz jest to już niemożliwe, ostatni samolot w ramach akcji „Lot do domu” był w niedzielę. Pozostałaby jedynie podróż samochodem. Zresztą lotów nie było za wiele, tylko opcja z Madrytu bądź Alicante, a to dość daleko. Nie chciałem ryzykować podróży do miasta, w którym lista zachorowań jest przerażająca.

Czyli pogodził się pan z tym, że na razie nie wróci?

Dawno mnie nie było w Polsce, od początku stycznia, byłem na Balu Mistrzów Sportu. Miałem dwa tygodnie temu zaplanowany powrót, ale wszystko się skomplikowało. Zostałem, by potrenować w górach Sierra Nevada, a potem szybko nastała kwarantanna. Nie udało się wrócić, a teraz nie mam takiej możliwości.

Epidemia uderza we wszystkie podmioty gospodarcze, także w teamy zawodowe. Czy grupa Lotto Soudal negocjowała już z wami obniżenie kontraktów?

Nie, ale to wyszło od nas. Większość obsługi była na kontraktach tak skonstruowanych, że ma płacone od dnia na wyścigu. Oni zostali teraz bez pracy więc od nas, kolarzy wyszła inicjatywa, by ich wesprzeć, także by pomóc sponsorom. Rozumiemy, jaka jest sytuacja ekonomiczna na świecie, nasze kontrakty zostały zredukowane, ale podkreślam, to była nasza propozycja, chcieliśmy pomóc drużynie, nie zostało nam to narzucone.

Jest to znacząca redukcja?

Nie jest drastyczna, ale pomoc, którą zaproponowaliśmy, będzie znacząca.

Różni eksperci wypowiadają się, że futbol będzie inaczej wyglądał po pandemii. Nie będzie wielkich kontraktów, kluby będą narzucały rynek. A jak będzie w kolarstwie, czy sporo kolarzy zostanie bez pracy w następnym sezonie?

Myślę, że składy będą podobne. Mi akurat kończy się kontrakt po sezonie. Nie było zbyt wiele czasu, by się wykazać. Byłem zadowolony z początku, zobaczymy, jaki będzie koniec. Wiele zależy od sponsorów, jakie będą mieli budżety, jakie pieniądze będą mogli przeznaczyć na sport. Nasze kontrakty mogą być niższe. Nigdy nie lubię porównywać futbolu z kolarstwem, bo kontrakty topowych piłkarzy w porównaniu z umowami topowych kolarzy to jest przepaść. Zawsze tak było.

Zmienił się kalendarz startów. Miał pan zaplanowany występ w Tour de Pologne, który ma zacząć się 5 lipca, co nie jest pewne, ale czy nastawia się pan na to, że będzie możliwość startu?

Mam nadzieję, że kalendarz lipcowy będzie obowiązywał. Nie wiem, czy wyścig odbędzie się przy udziale publiczności, czy nie. Zależy, jak będzie wyglądała sytuacja w Polsce. Sądzę, że lipiec to realny termin, w którym będzie można wrócić do wyścigów. Jeśli TdP się odbędzie, to na sto procent się na nim pojawię. W pierwszej części sezonu miałem w planach start w klasykach ardeńskich, Giro d’Italia. Zobaczymy jak będą teraz wyglądały terminy, jakie będą decyzje UCI i organizatorów wyścigów.

Ma pan w planach oczywiście start w pana ulubionej Vuelcie a Espana, która ma zacząć się 14 sierpnia w Utrechcie w Holandii.

Nie wiem, czy Vuelta wystartuje z Holandii, tylko ze względu na to, by ograniczyć podróże, będzie tylko w Hiszpanii, ale jest jeszcze sporo czasu. Jest szansa, że zostanie utrzymany jej termin. Widziałem ostatnio tweeta „La Gazzetta dello Sport” z proponowanymi terminami wyścigów. Tour de France zacząłby się z opóźnieniem, kończyłby się 10 dni przed Vueltą, ona zostałaby w swoim terminie, a w październiku odbyłoby się Giro, od 3.10 do 26.10. Takie są propozycje.

Ma pan nadzieje na przedłużenie kontraktu? Były jakieś wstępne rozmowy?

Wstępnie rozmawiałem na początku sezonu, wiem, że drużyna jest ze mnie zadowolona, chciałaby bym został, ja również. Rozmawialiśmy więc, jak możemy tę sprawę domknąć, o wysokości kontraktu. Wszystko zależy, jak potoczą się sprawy, jak teraz będą wyglądały stawki. Teraz jest to gdybanie. Mam nadzieję, że znajdziemy wspólny interes.

Sporą grupę w Polsce i na świecie stanowią kolarze-amatorzy. Też mają trudny czas, nie ma dla nich imprez. Organizował pan w zeszłym roku ciekawy wyścig w Puszczy Niepołomickiej, w tym roku planował pan intensyfikację działań na ich rzecz. Jak pan sądzi, uda się coś zrobić dla amatorów?

Bardzo bym chciał, by ten październikowy wyścig się odbył. Robimy wszystko, by tak było. Ostatnio nawet rozmawiałem na ten temat. Jestem optymistą. Chciałbym, by w tym roku było to połączenie wszystkich ludzi, których pasją jest rower. By wyścig miał taki wydźwięk. Byśmy mogli wszyscy się przejechać i pościgać. Oczywiście zdrowie i bezpieczeństwo jest priorytetem, ale chciałbym, byśmy się w pierwszy weekend października znów spotkali w Niepołomicach.

Jacek Żukowski Gazeta Krakowska, Dziennik Polski

Czytaj więcej

© Copyright 2019-2020 Rowerowa.pl. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.

Wykonanie i obsługa portalu weboski.pl