Cała Polska Rowerowa.pl - portal kolarski i rowerowy

Wolność na kółkach- niezależnie od wieku

Wolność na kółkach- niezależnie od wieku

Przedstawiamy sylwetkę pana Eugeniusza, który może być inspiracją dla wszystkich poszukujących pomysłu na aktywne spędzenie wolnego czasu.
Tekst przeczytasz w ok. 4 minuty, 18 sekund

Udostępnij artykuł


WOLNOŚĆ NA KÓŁKACH

Na wyścigowy rower wsiadł przed sześćdziesięciu laty. I nie ma zamiaru rezygnować – jak twierdzi - z najwspanialszej pod słońcem przyjemności.

– Do osiemdziesiątki jeszcze nieco brakuje, gdzie mi tam do dorosłości - 76-letni wadowiczanin Eugeniusza Kapała wręcz kipi energią. - Owszem, prawa biologii trudno oszukać, jednak moim zdaniem rower to świetne narzędzie, by od losu wydrzeć nieco ponad plan. Do niedawna 40 czy 60 kilometrów dziennie to była tylko rekreacyjna przejażdżka, a pokonanie w ciągu roku 8-9 tysięcy kilometrów było normą. Wsiadałem na rower nie bacząc na pogodę, zimą, w deszcz i spiekotę. Teraz nieco się oszczędzam, ale nie zamierzam rezygnować z roweru, bowiem ruch to lekarstwo jakiego za żadne pieniądze kupić nie można – podkreśla wadowiczanin.



UKRAINA NA KÓŁKACH

W latach sześćdziesiątych, gdy szczytem marzeń były dostępne tylko na talony, piekielnie ciężkie radzieckie ukrainy, Kapała został właścicielem wyścigówki z prawdziwego zdarzenia. - Pieniądze zarobione u majstra w warsztacie krawieckim nie wydałem na garnitur, co było niemal regułą wśród dorastających, pracujących nastolatków, a kupiłem wyścigowy rower zwany kolarzówką - opowiada wadowiczanin. – Zostałem szczęśliwym właścicielem tzw. „s-ki”, wolnobiegu bez przerzutek, ale z szosową kierownicą. Do dzisiaj pamiętam te emocje, gdy wyprowadziłem go ze sklepu na ulicę. Co to była za radość! Cóż z tego, że kupno nowego łańcucha, dętki czy opony graniczyło z cudem, że nową zębatkę lub łożysko można było „dostać” tylko na czarnym rynku w Krakowie.Miałem rower, jakiego nie miał w mieście żaden mój rówieśnik.

Mimo, że ówczesne sportowe rowery ważyły kilka razy więcej, niż współczesne, a drogi przypominały poligon po bombardowaniu, Kapała niemal w każdą niedzielę (soboty były dniem pracy) wyprawiał się z Wadowic przez Krowiarki na Orawę, do Bielska czy Żywca. - Nawierzchnie szos w tamtych czasach pozostawiały wiele do życzenia, toteż jechało się poboczem, poza asfaltem, gdzie grunt utwardzony drobnym żwirem był równiejszy. Do najbardziej dziurawych szos należała droga przez Białkę, Skawicę i Zawoję. Ścigałem się tam z autobusami. Na asfalcie wygrywałem, ale na żwirze zostawałem z tyłu. To była fajna zabawa – wspomina.

Obecnie najczęściej jeździ samotnie, szukając niezbyt uczęszczanych dróg, o co w rejonie Wadowic nie jest łatwo. Lecz nigdy nie odmawia przyjaciołom udziału we wspólnych rowerowych wyprawach. Ci zaś przyznają, że ich starszy kolega na długich, męczących podjazdach jest bezkonkurencyjny. – Pojechałem kiedyś z grupą młodych chłopaków na pielgrzymkę – opowiada Kapała. - Jechaliśmy jak Pan Bóg przykazał jeden za drugim, nikt nikogo nie wyprzedzał, aż na pustym odcinku drogi towarzyszący nam ksiądz wskazując na odległy szczyt zaproponował wyścig. Toteż większość grupy ruszyła z kopyta marząc o zwycięstwie. Na wzniesieniu poczekaliśmy na pozostałych uczestników pielgrzymki. Ksiądz widząc smętne miny chłopaków nieco zdezorientowany pyta – kto wygrał? Najstarszy z grupy nie patrząc nikomu w oczy, wskazując na mnie ręką mruknął – dziadek nie dał nam szans. Wśród wadowickich starszych rowerzystów po dziś dzień krążą wspomnienia, jak „Gienek rwał łańcuchy w rowerze na podjazdach pod Krowiarki czy na Kocierz”, co innym kolarzom nigdy się nie zdarzało.

Kapała przyznaje, że lubi jeździć w górach, a kondycji mu nigdy nie brakowało. – W wojsku pokonując dystans 100 metrów zawsze byłem ostatni. Ale gdyśmy biegli kilka kilometrów z karabinem na plecach, nikt mi nie sprostałśmieje się do wspomnień.

Nie wszystkie rowerowe wspomnienia wadowiczanina są przyjemne. Jedna z przejażdżek skończyła się wypadkiem, gdy z bocznej drogi wyjechał samochód osobowy. Uderzenie nieco zamortyzowała rozbijająca się szyba, toteż skończyło się „tylko” na kilkudziesięciu szwach…


WYCZYN NA EKRANIE

Kapała pasjonuje się kolarstwem zawodowym. Kolekcjonuje książki o legendarnych zawodnikach oraz kultowych wyścigach, i często do późnej nocy ogląda w telewizji kolarskie wyścigi. – Fantastyczne są współczesne relacje telewizyjne pokazujące walkę ze środka peletonu. Dzisiejsze zawody znacznie różnią się od tych sprzed lat. Gdyby w czasach, gdy na polskich szosach królował Ryszard Szurkowski czy Stanisław Szozda drużyna była podporządkowana jednemu zawodnikowi, tak jak to jest obecnie, to nasi kolarze – pod warunkiem startów w Zachodniej Europie - mogliby zawojować świat – twierdzi wadowiczanin.

WOLNOŚĆ NA KOŁACH

Kapała nie ukrywa, że rower dla niego oznacza nie ograniczoną swobodę. - Gdzie i jak daleko zajedziesz, zależy tylko od ciebie. Niejednego mojego znajomego wykończyły nałogi. A moim nałogiem jest rower. I nie pozwolę się z tego uzależnienia, tej mojej wolności na kółkach wyleczyć – podkreśla siedemdziesięciosześciolatek.

Tekst i foto Bogdan Szpila


Bogdan Szpila

Czytaj również

otulacz woombie

© Copyright 2019-2022 Rowerowa.pl. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.

Wykonanie i obsługa portalu weboski.pl