Cała Polska Rowerowa.pl - portal kolarski i rowerowy

Paryż-Nicea 2020 w cieniu koronawirusa

Tegoroczny wyścig Paryż-Nicea mimo kilku obostrzeń i skrócenia o jeden etap odbywał się w normalnym trybie. W kontekście pandemii koronawirusa COVID-19 wydaje się to być kontrowersyjną decyzją.
Tekst przeczytasz w ok. 4 minuty, 45 sekund
Paryż-Nicea 2020 w cieniu koronawirusa
Foto: https://www.paris-nice.fr/

Koronawirus zaczął torpedować kolarski światek w lutym, co przełożyło się na przedwczesne zakończenie UAE Tour. Kolumna wyścigu została poddana kwarantannie, testy stwierdziły kilka zachorowań w gronie kolarzy, kierownictwa oraz obsługi ekip.

Wirus zaczął szybko rozprzestrzeniać się we Włoszech. Wszystkie wyścigi, które miały być rozegrane w marcu zostały odwołane m.in. Strade Bianche, Trofeo Alfredo Binda, Tirreno-Adriatico i Mediolan-San Remo. Aktualnie wszelkie wyścigi, które miały odbyć się w najbliższym terminie zostały odwołane z wyjątkiem jednego – Paryż-Nicea.

Oczywiście Włochy były w dużo cięższej sytuacji. Na Półwyspie Apenińskim stwierdzono pierwsze zachorowania koronawirusa w Europie i to Włosi jako pierwsi musieli podjąć trudne decyzje. Zrobi to co do nich należało. To nie miejsce i czas, aby oceniać zachowania podejmowane przez rządy pozostałych państw m.in. Francji i Hiszpanii. Jednak ich działań nie można oceniać nawet poprawnie.

W Hiszpanii jest już zarażonych prawie 4000 osób, a żadne centralne działania nie zostały podjęte i wszystko opiera się na zaleceniach. Organizatorzy i związki sportowe wzięły sprawy w swoje ręce i same zawieszają lub odwołują wydarzenia sportowe.

We Francji liczba zarażonych oscyluje w okolicy 3000 osób, a centralna władza milczy jeśli chodzi o wydarzenia sportowe, czego przykładem jest wyścig Paryż-Nicea, który przemierza tereny południowo-wschodniej Francji. Co więcej rząd francuski krytykuje decyzje Włochów, którzy w celu zapobieżenia rozprzestrzeniania koronawirusa zamknęli granicę ze Słowenią.

Z Nicei do włoskiej granicy jest nieco ponad 30 kilometrów. Dla włoskich kibiców kolarskich, którzy uwielbiają oglądać swoich kolarzy w akcji to żaden problem. Chętnie przyjadą, aby kibicować i wspierać kolarzy przy trasie.

Paryż-Nicea i Tirreno-Adriatico są rozgrywane w tym samym terminie. Z Tirreno zrezygnowano z uwagi na decyzję władz państwowych. „Wyścig ku słońcu” jest rozgrywany, bo jak powiedział prezes Amaury Sport Organisation – Christian Prudhomme – koronawirus nie dotyczy jego wyścigu. Naprawdę?

Jednak Prudhomme zmienił zdanie, ponieważ postanowił wprowadzić restrykcje, które ograniczyły kontakt zawodników z fanami. Następnie z wyścigu wycofała się ekipa Bahrain-McLaren. Wcześniej do imprezy nie przystąpiła drużyna CCC Team. Ostatnią decyzją było skrócenie wyścigu z siedmiu do ośmiu etapów w obawie przed epidemią.

Jaki jest cel rozgrywania tego wyścigu? Naprawdę nie wiem. Innego niż zarobek nie potrafię sobie uzmysłowić. Trochę to słabe, że stawiamy zarobek ponad zdrowie i życie kolarzy, obsługi, kierownictwa, organizatorów i kibiców. Wyniki i tak będą wypaczone, bo masa kolarzy się na tym wyścigu nie pojawiła lub wycofała. Jednak wyścig się odbył i ktoś na tym musiał zarobić.

Z drugiej strony, nie należy panikować i powinniśmy żyć normalnie. Jednak wyścig Paryż-Nicea to nie jest normalność, to kolarskie święto. Dlatego w takich okolicznościach nie powinien się odbywać.

Mimo, że jestem młody to dobrze przyswoiłem historię Wyścigu Pokoju. Tegoroczna edycja Paryż-Nicea może trochę przypominać Wyścig Pokoju z 1986 roku. Jak wiemy była to największa impreza kolarska po wschodniej stronie „żelaznej kurtyny”. Było to prawdziwe święto kolarskie, ale w 1986 władze radzieckie postanowiły wykorzystać je instrumentalnie.

Pod koniec kwietnia 1986 w ukraińskiej wiosce dochodzi do wybuchu reaktora jądrowego. Władze Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich początkowo bagatelizują sprawę i za wszelką cenę próbują ją ukryć. Dochodzi do tragedii, o czym wiecie i nie ma się co na ten temat rozpisywać.

„Jedyny słuszny ustrój” chwieje się w posadach, a katastrofa Czarnobylu uwydatnia jego wady. Jednak władze radzieckie dalej walczą o nieskalaną opinię socjalizmu. Start Wyścigu Pokoju 1986 zaplanowano w Kijowie. Zaledwie 120 kilometrów od miejsca eksplozji. Politycy postanowili igrać ze zdrowiem masy osób, w tym zawodników.

W tym kontekście ciekawy jest wątek wyjazdu kadry Polski na ten wyścig, lecz to inna kwestia. Pod naciskami polityków reprezentacja Polski wzięła udział wyścigu.

W wyścigu wzięło udział 64 zawodników (rok wcześniej było 129). Od 6 do 9 maja zawodnicy przebywali i ścigali się w Kijowie, gdzie byli narażeni na promieniowanie. W tych etapach słabo wypadli Polacy. Jeden z reprezentantów powiedział, że pojechał słaby prolog, ponieważ bał się oddychać skażonym powietrzem.

Zawodnicy przejechali 15 etapów i zakończyli wyścig we wschodnim Berlinie. Polacy wygrali dwa etapy – Zdzisław Wrona w Szczecinie i Leszek Stępniewski w Halle. Lecz to nie o wyniki tutaj chodzi.

Komunistyczne władze w sposób instrumentalny potraktowali zawodników. Chcieli pokazać, że wybuch reaktora w elektrowni atomowej to żadna katastrofa. Było to zachowanie skrajnie nieodpowiedzialne i podyktowane wyłącznie czynnikami politycznymi.

Nie staram się doszukiwać analogii pomiędzy Wyścigiem Pokoju 1986, a Paryż-Nicea 2020. Moim celem jest jedynie skłonienie do przemyśleń nad celowością tego wyścigu. Co zmieni fakt, że rozegramy siedem, a nie osiem etapów? Przecież zamiast zwycięzców poszczególnych etapów i klasyfikacji kibice prędzej zapamiętają, kto zaraził się koronawirusem biorąc udział w tym wyścigu.

Nie porównuję działań Christiana Prudhomme do działań władz komunistycznych. Jedynie zwracam uwagę na powagę sytuacji. Sam jako kibic chciałbym, aby sytuacja jak najszybciej się unormowała i żeby kolarze wrócili na trasy. Mam nadzieję, że będzie to jak najszybciej, a wszystkich zawodników, nawet tych chorych zobaczymy na starcie kolarskich imprez.

Wyścig Pokoju 1986



Tomasz Bojanowski - Rowerowa.pl

© Copyright 2019-2020 Rowerowa.pl. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.

Wykonanie i obsługa portalu weboski.pl