Cała Polska Rowerowa.pl - portal kolarski i rowerowy

Alan Banaszek - wschodząca gwiazda z (chwilowo) przyćmionym blaskiem

Alan Banaszek przez wiele lat był uznawany za jeden z większych talentów w krajowym peletonie, tytuł mistrza Europy i szybki awans na poziom prokontynentalny były tego najlepszym dowodem. W 2019 roku jego blask przyćmił bezbarwny epizod w Hiszpanii, pewnym jednak jest, że kolarz Mazowsze Serce Polski zrobi wszystko, aby wrócić na najwyższy możliwy poziom.
Tekst przeczytasz w ok. 8 minut, 39 sekund
Alan Banaszek - wschodząca gwiazda z (chwilowo) przyćmionym blaskiem
Kolarstwo Alanowi był pisane od najmłodszych lat, mimo że przed tym jak wsiadł na rower próbował wielu dyscyplin, to dopiero na dwóch kółkach odnalazł prawdziwą pasję. Jego wujek – Dariusz to były kolarz zawodowy, który po karierze spełnia się w roli dyrektora sportowego. Kuzyni Alana – Norbert i Adrian to także kolarze, z nimi stawiał pierwsze kroki w klubie BDC NOSiR Nowy Dwór Mazowiecki.

O talencie Alana kolarska Polska dowiedziała się bardzo szybko, już jako junior młodszy wygrał ważny, jednodniowy wyścig “Ślężański Mnich”, a także prestiżową etapówkę “Szlakami Jury”. Miesiąc później został powołany do reprezentacji Polski na Młodzieżowe Igrzyska Europejskie do Utrechtu. W najważniejszym wyścigu sezonu - Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży zajął 2. miejsce, ulegając Szymonowi Sajnokowi.

Prawdziwa eksplozja potencjału miała jednak miejsce w kategorii junior – Alan zaczął od wygrania Międzynarodowego Kryterium Boxmet Dzierżoniów, a kilka dni później jako pierwszoroczny junior, zadebiutował na trasie juniorskiej edycji Paryż-Roubaix, na której zajął dobre 21. miejsce. Jak sam wielokrotnie mówił, na odcinkach brukowych czuł się bardzo dobrze

Następnie stanął do walki w Wyścigu O Puchar Prezydenta Miasta Grudziądz, czyli międzynarodowej etapówki, która rok w rok przyciąga juniorów z całej Europy. Alan bardzo czujnie przejechał cały wyścig, największe starty poniósł jednak na etapie jazdy drużynowej na czas, przez co mimo wygrania ostatniego etapu musiał uznać wyższość rok starszego Holendra – Juliusa van der Berga (obecnie EF Pro Cycling).

W 2014 roku Banaszek przypomniał jeszcze o sobie podczas ważnego wyścigu etapowego w Belgii – Kreizer des Juniores (2.1). Alan na pierwszym etapie zajął świetne 2. miejsce, w mocno międzynarodowej stawce. Apetyty przed drugim rokiem juniora wzrastały.

Banaszek udowadniał swoją wszechstronność chociażby wygranym wyścigiem o “Złote Koło”, bardzo wymagającej etapówki w Dobczycach. Najważniejszy był jednak sierpień i mistrzostwa Europy w estońskim Tartuu. Do wyścigu ze startu wspólnego Polska przystępowała w 7-osobowym składzie, oprócz Alana jego klubowi koledzy - Stanisław Aniołkowski, czy Norbert Banaszek, a także koledzy z kadry – Szymon Sajnok i Damian Sławek.

Wyścig o tytuł mistrza Europy liczył 124 kilometry, a świetna praca zespołowa całej biało-czerwonej siódemki doprowadziła Banaszka do finiszu z 7-osobowej grupki. Po bardzo emocjonującym finiszu Polak pokonał Stana Dewulfa (Belgia) oraz Denisa van der Hoorsta (Holandia). W pierwszej dziesiątce takie nazwiska jak Mark Hirschi, czy Jasper Philipsen.

Po tym wyścigu już nikt nie miał wątpliwości, że polskie kolarstwo doczekało się wielkiego talentu. Trwały dyskusje na ten specjalizacji młodego Polaka – wyniki sugerowały predyspozycję w stronę sprintów, sam Alan kontrował jednak, że bardziej czuje się klasykowcem.

Mimo nieudanych mistrzostw świata, Banaszek nie musiał długo czekać na propozycję zawodowego kontraktu – w październiku 2015 roku Alan związał się z drużyną CCC Sprandi Polkowice. Rok 2016 miał być poświęcony na zbieranie doświadczenia w peletonie elity, ale już w marcu Alan “przepalił nogę” zajmując 5. miejsce na etapie Istrian Spring Trophy. W kwietniu odniósł ważne zwycięstwo na pierwszym odcinku Karpackiego Wyścigu Kurierów.

Głównym celem drugiej fazy sezony były mistrzostwa świata orlików w Doha, do których etapem przygotowań był start w Sparkassen Münsterland Giro (2.HC), tam Banaszek miał okazję zaprezentowania swoich umiejętności w walce z czołowymi sprinterami świata. Test ten wypadł nieźle - wygrał John Degenkolb, przed Royse, Jansem, Pascalem Ackermannem i Matteo Trentinem. Banaszek był 6, wyprzedzając choćby Phila Bauhausa.

10 dni później Alan staje na starcie mistrzostw świata, wyścig układa się zgodnie z założeniami, na metę wpada cały peleton. W naszpikowanej przyszłymi gwiazdami czołówce, Polak zajmuje 10.miejsce, będąc zdecydowanie najmłodszym kolarzem w pierwszej dziesiątce. Tytuł mistrza świata dla Kristofera Halvorsena, srebro dla Pascala Ackermanna, a brąz zawisł na szyi Jakuba Mareczko. Za plecami Banaszka obecny mistrz świata Mads Pedersen, Fabio Jakobsen, czy Cees Bol. Wynik 18-latka był imponujący.

Cenne doświadczenie zebrane, następny sezon miał być jeszcze lepszy. Zaczęło się świetnie, od zwycięstwa w International Rhodes Grand Prix (1.2), następnie dwukrotnie miejsca w okolicach pierwszej dziesiątki w belgijskich klasykach, aż w końcu 2. miejsce na trzecim etapie Settimana Internazionale Coppi e Bartali (2.1). W maju odniósł kolejne zwycięstwo, jego łupem padł 3. etap CCC Grody Piastowskie Tour, następnie wygrywał Grand Prix Doliny Baryczy oraz etap Wyścigu Solidarności i Olimpijczyków. Stał się jednym z najlepszych sprinterów w kraju.

Kolejnym testem jego umiejętności był start w Tour de Pologne, tam dwukrotnie plasował się w okolicach dziesiątej pozycji. Po 19. miejscu w mistrzostwach Europy zgarnął jeszcze zwycięstwo w memoriale Henryka Łaska i pojechał do Francji walczyć w najważniejszym wyścigu etapowym dla kategorii u23 – Tour d’Avenir. Tam przyszło mu walczyć z wieloma klasowymi sprinterami – mistrzem świata Kristoferem Halvorsenem, Fabio Jakobsenem czy Jose Alvaro Hodegiem. Banaszek walczył na sześciu etapach, na wszystkich plasował się wysoko, najbliżej zwycięstwa był na szóstym, gdzie zajął 2. miejsce.

Po Avenir 20-latek dostał jeszcze szansę walki z najlepszymi w OVO Energy Tour of Britain (2.HC), gdzie na jednym z etapów był 5, przegrywając tylko z Groenewegenem, Kristoffem, Vivianim i Gavirią. Mimo bardzo młodego wieku, zaczynał pukać do świata najlepszych sprinterów w Europie.

Sezon 2018 był dla Banaszka ważny ze względu na kończącą się umowę z CCC Sprandi Polkowice – 21-latek chciał zaprezentować się jak najlepiej i zrobić krok w przód w swojej karierze. Zaczęło się przeciętnie, były wysokie miejsca, ale brakowało zwycięstwa. W maju wraz z ekipą Alan pojechał na Tour of Norway, tam na jednym z etapów zaprezentował pełnie swoich możliwości zajmując 2. miejsce, ustępując tylko Dylanowi Groenewegenowi. Polak w równej walce pokonał m.in. Halvorsena, Boassona Hagena czy Aranburu, mimo wypięcia się buta na ostatnich metrach.

Kilka dni później rozpoczął ściganie w innej norweskiej etapówce - Tour des Fjords, gdzie na drugim etapie brał udział w kraksie, w skutek której złamał rękę i wypadł ze ścigania na miesiąc. Wrócił pod koniec czerwca na mistrzostwa Polski.

W połowie sierpnia odbywał się Tour d’Avenir, Banaszek bogatszy o doświadczenie z poprzednich lat był stawiany w ścisłym gronie faworytów do wygrania sprinterskich etapów. Zaczęło się świetnie - 2.miejsce na pierwszym etapie, szybszy od Polaka był tylko kolarz Team Sunweb – Max Kanter.

Apetyt na zwycięstwo etapowe wzrósł, niestety już na 3. etapie Banaszek wycofał się z rywalizacji. Do końca roku młody kolarz nie zdołał już powalczyć na żadnym wyścigu. Sezon się skończył, skończyła się także przygoda z CCC Sprandi Polkowice.

Alan rozpoczął nowy etap w swojej karierze, podpisał roczną umowę z hiszpańską drużyną Caja Rual - Seguros RGA, której miał być liderem na płaskie końcówki.

Banaszek potrzebował czasu na aklimatyzację, ciężki teren towarzyszący wyścigom w Hiszpanii był dla niego sporym problemem. Wyników brakowało, a frustracja wzrastała zarówno w ekipie jak i w głowie zawodnika. Spytaliśmy Alana co było tego powodem.

“W zeszłym sezonie dużo rzeczy nie układało się po mojej myśli, także popełniłem parę błędów, za które zapłaciłem swoją dyspozycją na zawodach. Na pewno przerósł mnie kalendarz, ponieważ wyścigi były bardzo ciężkie, a jak już wyścig był pode mnie to brakowało świeżości i sił, ale nie chcę się tłumaczyć czy narzekać, był to rok, w którym wiele się nauczyłem i dowiedziałem o sobie, jak i zebrałem bagaż doświadczeń kolarskich jak i życiu” - powiedział w rozmowie z rowerowa.pl.

Do końca sezonu niewiele się zmieniło, Banaszek w Hiszpanii się nie odnalazł i nie zdołał zanotować żadnego wyniku wartego odnotowania. Łatwo było przewidzieć, że następny sezon rozpocznie w barwach innej drużyny. Tak się rozpoczął nowy etap w życiu młodego sprintera - powrót do kraju i rozpoczęcia przygody z drużyną Mazowsze Serce Polski.

Drużyna zarządzana przez Dariusza Banaszka oprócz Alana zakontraktowała także Adriana i Norberta. Powrót do kraju i rodziny miał spowodować odbudowanie się wciąż młodego i perspektywicznego kolarza. Nie musiał długo czekać na pierwsze okazje do zaprezentowania swoich umiejętności. Już w połowie lutego stanął do walki w dwóch tureckich klasykach – GP Alanya oraz GP Gazipasa, w których zajął kolejno czwarte i trzecie miejsce. W pierwszym z nich zwycięstwo odniósł jego klubowy kolega – Paweł Bernas.

Smak zwycięstwa Alan poczuł ponownie na początku marca triumfując w wyścigu jednodniowym GP Manavgat – Side (1.2). Będąc “w gazie” kilka dni później udał się do Grecji na etapówkę International Tour of Rhodes (2.2), na której dwukrotnie finiszował w czołówce. Na pierwszym etapie zajął 5. miejsce, a na drugim musiał uznać wyższość tylko Erlenda Blikry.

Wyniki te były dobrą perspektywą na resztę sezonu, niestety przez obecną na świecie pandemię Alan nie stanął już na starcie ani razu. Szkoda, widać było, że zmiana klubowych barw zadziała pozytywnie na psychikę kolarza.

Alan Banaszek jeszcze rok temu uważany był za największy talent w kraju, po nieudanym epizodzie w Hiszpanii wielu go skreśliło, on jednak powoli się odbudowuje i wierzymy, że 23-latek przyniesie nam jeszcze wiele powodów do dumy. Na koniec spytaliśmy Alana, czy w przyszłości widzi się bardziej jako sprintera czy specjalistę od wyścigów klasycznych.

"Jeżeli miałbym się osobiście określać, znając moje parametry i możliwości, to na pewno bliżej mi do klasykowca niż sprintera, choć na sprinterskich końcówkach również czuje się wyśmienicie. Generalnie napędza mnie rywalizacja, kiedy walczę o pozycje naładowany adrenaliną, a finisze są tego kwintesencją" - podsumował w rozmowie z rowerowa.pl "

Karol Dziambor - Rowerowa.pl

© Copyright 2019-2020 Rowerowa.pl. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.

Wykonanie i obsługa portalu weboski.pl